Menu

Co mi się nawinęło przed obiektyw...

Autor: Witold Ochał. Blog fotograficzny ukazujący podkarpacką przyrodę, krajobraz i zjawiska meteorologiczne.

Mała i Wielka Rawka

vitoos

Następnego dnia, co prawda prognozy mówiły o deszczu i śniegu, ale od rana była piękna pogoda. Około dziesiątej postanowiliśmy się wybrać na lajtową traskę, czyli na Rawkę.

Na początku prawie płaska droga, utwardzona i tak aż do schroniska.

Później lasem, nadal płasko...

No a potem zaczęła się mordercza wspinaczka, nie pamiętam, ale z godzinę co najmniej pionowo w górę na Małą Rawkę. Tam odpoczywaliśmy dłuuugo ;) Na szczęście na Wielką to już tylko piętnastominutowy spacerek z malutkim i krótkim podejściem. Ale widoki... niezapomniane.

Widok, jak mi się wydaje na Połoninę Wetlińską, a nie wiem, czy gdzieś tam w oddali Smerka nie ma.

A tu widok na Połoninę Caryńską i powoli zaczynają się zbierać chmury :/

Widok na Małą Rawkę, a w tle Caryńska.

Szczyt Wielkiej Rawki z jakowymś monumentem, ale dotąd nie wiem co za jeden...

Jeszcze rzut oka na południe.

I szybciutki powrót, bo znów zaczynało sie zbierać na deszcz. Z górki biegiem i bardzo dobrze, bo ledwo wsiedliśmy do samochodu spadła niezła luna z nieba łącznie z gradobiciem. Ale się udało ;)

Wkrótce kolejne relacje ;)

Rozsypaniec - halicz - Tarnica part II

vitoos

Luknijmy no, którędy droga. Wydaje się, że jest dobrych kilka kilometrów.

Czyżby na zachodzie szalała jakaś burza? Było kilka piorunów i wygląda na to, że tam nieźle leje...

A tam na południowym wschodzie, to nie przypadkiem druga burza?

Nieeee, na pewno przejdą bokiem. Uda nam się.

Niestety, nie udało się, po chwili zaczął sypać grad, śnieg i na końcu deszcz...

Dlatego następna fotka dopiero z Przełęczy pod Tarnicą. Chwilowo przestało padać...

...ale tylko na chwilę niestety, choć nie padało już tak intensywnie.

Jeszcze rzut oka na Tarnicę od strony zejścia do Wołosatego.

Suma sumarum nie było tak źle, po około siedmiu i pół godziny zameldowaliśmy sie na parkingu przy samochodzie ;)

Wkrótce relacje z pozostałych szlaków.

Rozsypaniec - Halicz - Tarnica part I

vitoos

To nic, że na poprzednią sobotę meteorolodzy zapowiadali w Bieszczadach burze, grad i śnieg. Kilkoro zapaleńców obudziwszy się rano stwierdziło, że pięknie świeci słoneczko, jest ciepło, więc pełni optymizmu wyruszą w góry.

Cel: Rozsypaniec- Halicz-Tarnica, według mapy pięć i pół godziny spacerku ;)

Ruszamy z Wołosatego, pierwszy rzut oka na Tarnicę.

Po dwóch godzinach marszu i wejściu na połoninę ukazują sie pierwsze widoki. Oczywiście zapiera nam dech. Nie tylko z zachwytu, ale także, a zwłaszcza z zadyszki ;)

Po kolejnych kilku minutach widzimy Tarnicę z przeciwnej strony.

Wyłania się i Halicz, nie jest źle.

Po trzech godzinach marszu mamy szczyt Halicza. Rzut oka na Tarnicę...

...i do tyłu na Rozsypaniec.

W następnym odcinku o tym, jak to czasem warto wierzyć prognozom pogody ;)

Palce lizać

vitoos

Mniam, mniam, pyszny nektarek..... zaraz zaraz, a co to ja pszczoła jestem, czy co...?!?! ;)

Oblepienie z ubrudzeniem

vitoos

Fotka nie pierwszej jakości i ostrości, ale ośmielam się pokazać, bo ganiałem za tą pszczołą chyba z dwadzieścia minut ;)

Pszczoła miodna (Apis mellifera)

Baczność!

vitoos

Grzeczny piesek, siad. A teraz daj rączkę, jak przykazuje znak i idziemy. Grzeczniutko, tędy. ;)

Orgia

vitoos

Hm... szczerze mówiąc nie wiem co sie tam działo. Zobaczyłem dwa kotłujące się owady, udało mi się pstryknąć tylko jedną fotkę, bo zaraz się rozejszły... znaczy rozfrunęły ;)

© Co mi się nawinęło przed obiektyw...
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci